Tajemnica miłości i udanych związków
Tajemnica miłości i udanych związków

Strażnik miłości

 

Kiedy pokochałem siebie za to, jakim jestem naprawdę, poczułem prawdziwą, bezwarunkową miłość.

Kiedy byłem singlem, czułem miłość. Kiedy jestem    z Dagmarą czuję miłość.

Zrozumiałem, że nie mogę być z kimś tylko po to, aby się zakochać. To tak nie działa.

Dopóki nie czułem się ze sobą ok, nie pokochałem siebie ze wszystkimi wadami, nie byłem gotowy na prawdziwą miłość. Dlatego jej nigdy nie zaznałem, a wszystkie partnerki były "po coś".

Kiedy już czułem się dobrze ze sobą, będąc samemu od dłuższego czasu, poczułem, że jestem gotowy z kimś być,  i dać tę wewnętrzną miłość drugiej osobie.

 Nie czekałem długo. Wszechświat podarował mi Dagmarę, wyjątkową kobietę, na którą czekałem całe życie   i modliłem się o kogoś takiego jak ona.

Zrozumiałem, że miłość też zaczyna się ode mnie, tak jak wszystko inne.

Co ciekawe, Daga też pogodziła się z tym, że dobrze jej jest samemu i warto przestać desperacko kogoś szukać, tylko czuć się niesamowicie ze samym sobą. Naprawdę wiele lat była sama.

Los nas złączył, bo byliśmy gotowi. Mieliśmy "to" w sobie, aby podarować innemu człowiekowi.

Nie możesz nikogo prawdziwie kochać, jeśli nie kochasz siebie. 

Pragniesz miłości? Hehe, nie możesz jej chcieć… musisz ją mieć na co dzień, szczególnie wtedy, kiedy jesteś singlem.

Przez większość życia czułem się niekochany, taką miałem percepcję i mentalność. Życie dawało mi w kość, żona            i partnerki także. Przyszedł taki moment, że pogodziłem się z tym, że będę sam do końca życia. No, może jakąś kochankę na sex sobie znajdę, ale na miłość  już przestałem liczyć. Co zatem zrobiłem? Polubiłem siebie i swoje towarzystwo, serio. Zacząłem być dla siebie życzliwszy, bardziej wyrozumiały, mnie wymagający i dbałem o swój spokój. Szanowałem siebie. Naprawdę się pokochałem takim, jaki jestem - niedoskonały, czasem smutny, zły czy wkurzony. To przyniosło ulgę i ściągnęło presję bycia           z kimś.

I to był klucz do miłości. Pogodzenie się ze sobą takim, jakim jestem. Ściągnięcie masek, wyrzucenie w kąt na zawsze bycia "jakimś". Nie.  To nie jest droga do miłości.

Mój strażnik wie, że mogę być tylko sobą i nikim więcej, pogodzonym ze sobą, świadomy mocnych stron jak  słabych. Bez udawania kogoś innego.

Miłość czuję dwadzieścia cztery godziny na dobę - do zwierząt. Strasznie kocham Pysię, jest już moim strażnikiem ponad 15 lat i stanowi część rodziny i mojego stada. Zawsze ją kochałem, zatem miłość była we mnie zawsze, tylko o tym zapomniałem. Dałem się ogłupić innym poglądom, że muszę być z kimś w parze, aby kogoś kochać. Bzdura.

Kocham przyrodę, zawsze ją kochałem. Uwielbiam patrzeć na zachody słońca, czy blask księżyca z mojego łóżka.

Nigdy nie przestałem kochać rodziców, choć może nie są tacy, jacy chciałem by byli. Ale kocham.

Kocham Krzycha,  mojego syna z którym mieszkam już tyle lat razem i dajemy sobie radę. To wyjątkowy chłopak. Teraz już stał się mężczyzną, ma swoje zdanie prawie na każdy temat i umie bronić swoich poglądów. Jest bardzo silny.

Strażniku miłości tego który czyta, miłość jest w Tobie  i była zawsze, od narodzin i będzie aż do śmierci. Miej świadomość, że jest z Tobą cały czas, nawet jak wybierasz nienawiść. W każdej chwili możesz wybrać, aby dzielić się nią ze światem, oraz spotkanymi ludźmi, zwierzętami czy przyrodą. Ty tylko Twój wybór.

Wybierz dobrze strażniku ukochanego życia, Ty wiesz, co wybrać…

Pozwalam sobie czuć miłość do siebie i świata na zawsze, przez cały czas.

Wyrzucam z siebie nienawiść, żale, pretensje, bo to hamuje miłość.

Wybaczam sobie, oraz wszystkim innym  - wszystko. Oczyszczam się na nowo, i pozwalam sobie na odczuwanie wewnętrznej, bezwarunkowej miłości do siebie i innych.

Jestem gotowy kochać, oraz być kochanym tak przez ludzi, jak i przez świat.

                                             Podpis ………………………………………….