Sympatia - czy to łatwe uczucie?
Sympatia - czy to łatwe uczucie?
Spotykamy czasem ludzi, którzy roztaczają wokół siebie pozytywną
aurę. Wystarczy kilka spojrzeń, parę słów, a wiemy
już, że lubimy tego człowieka. Jest życzliwy, sympatyczny,
radosny. Ma jakąś taką tożsamość, że chcemy z nim przebywać,
interesujemy się tym, co mówi, tęsknimy za nim, jeśli się
rozstajemy. Obserwujemy go i podoba nam się, jak reaguje
na ludzi, na świat.

Dużo już porozmawialiśmy i poznajemy siebie lepiej z każdą
chwilą. Powiemy sobie teraz o znaczeniu słowa sympatia.
Na tym budujemy świątynię związku i wspaniałe przyjaźnie.
To takie niby proste uczucie — sympatia. Lubić kogoś, lubić
siebie. Całe miliony ton poradników o małżeństwach „doskonałych”,
o relacjach międzyludzkich, a w żadnym nie znalazłem,
że tylko związki partnerskie i przyjacielskie oparte na
sympatii mogą przetrwać przez długie lata.

Sympatia to fundament człowieka szczęśliwego. Na tym uczuciu
opiera się postawa do życia, relacje z ludźmi i ze światem.
Prawdziwa miłość możne narodzić się tylko i wyłącznie wtedy,
kiedy kogoś lubimy. To trampolina do wyższych odczuć.
Otaczają nas tysiące ludzi, a my nie potrafimy rozwinąć
i utrzymać chociaż jednej sympatii, która przekształci się
w miłość. Co nas ogranicza? Dlaczego nie każdy potrafi „pielęgnować”
tego drugiego człowieka? Dać chociaż jednemu
człowiekowi to, czego nie dajemy innym ludziom, aczkolwiek
człowiek świadomy wszystkie osoby spotkane w życiu traktuje
tak samo. Może z kimś mieszkać, jednak kocha wszystkich,
szanuje i rozumie innych, którzy mają odmienne poglądy
i wyznawane wartości.

Partnerstwo wręcz musi być zbudowane na przyjaźni i sympatii
do siebie nawzajem. Większość złych rzeczy, które dzieją
się w związku, jest spowodowana brakiem przyjaźni. Brakiem
chęci zaprzyjaźnienia się z własnym partnerem. Brakuje
takiej zwykłej, życzliwej i koleżeńskiej postawy. Jeśli jestem
świadomy siebie i swej roli życiowej, to nie mogę nie lubić
swojego partnera. Bez sympatii nie dzieje się nic, co dobre,
a zdarza się wszystko, co złe.

Teraz mnie posłuchaj. Jeśli jesteś w związku i czujesz, że
nie układa się dobrze, jest to oznaka, że może to już koniec.
Może już nic Was nie uratuje. Ale także może to być oznaka,
że przestaliście się po prostu lubić. Trzeba uświadomić sobie
i to szybko, czy Ty lubisz swojego partnera? Nie kochasz, bo
można kogoś nie lubić, a nadal kochać — tylko czy czujesz
do niego taką koleżeńską, czystą sympatię? Zwykłą serdeczność?
Lubić a kochać to nie to samo, ale słowo „kocham” bez „lubię”
jest puste, sztuczne i nieprawdziwe. „Kochanie” to takie przyzwyczajenie,
a „lubienie” to szacunek i życzliwość. Brak nam
często szacunku i serdeczności, a więc lubienia się. Zadajmy
teraz pytanie, czy jesteśmy z partnerem kolegami? Czy rozmawiamy
ze sobą, żartujemy, mamy cierpliwość patrzeć na
popełniane błędy? Masz odwagę o tym pomyśleć?

Idź i napij się teraz kawy lub podejdź do okna i zapatrz się
w dal. Pomyśl, czy Ty lubisz swojego partnera jak kolegę?
Przyjaciela? Bo wiem, że często zapominamy o podstawowej
sprawie, że nasz partner ma być naszym przyjacielem, a nie
wrogiem. Z nim się nie walczy, tylko współpracuje, przynajmniej
tak podpowiada zdrowy rozsądek.
 Czy czujesz, że toczysz nieświadomą walkę z partnerem?
 Nie męczy Cię to?
 Do czego ta walka doprowadzi?
 Ładujecie sobie konta emocjonalne bez powodu?
 Przeanalizuj, jak traktujesz koleżanki i kolegów w pracy,
a jak partnera w domu.

Teraz ważne zadanie
— sprawdzić, czy lubisz partnera, sprawdzić swoje przekonania,
czy są słuszne. Może czas od dziś je zmodyfikować?
Jeśli stwierdziłeś, że jest różnica w traktowaniu i nastawieniu
do przyjaciół i do partnera, to teraz jest czas, aby przyjrzeć się
przyczynom tego. Jedną z pierwszych jest oczywiście brak ciągłego
ładowania konta emocjonalnego. Macie debet, a winna
temu często jest rutyna. Jeśli mieszkam z kimś i dzielę z nim
całe moje życie, muszę dokładać do „piecyka”. Rutynowe zachowania
są zabójstwem dla partnerstwa. Konto samo się nie
doładuje i o tym nigdy nie wolno zapominać. Nie czujemy
sympatii do małżonka przez brak zaangażowania emocjonalnego,
traktujemy go często jak „mniejsze zło”, które musimy
wybrać. Do czego to prowadzi?
Małymi kroczkami, dzień po dniu, róbmy coś miłego, coś
sympatycznego dla naszego partnera. Od czasu do czasu pomyślmy
o znajomych, przyjaciołach. To cudowne móc spędzić
kilka chwil przy drinku czy kawie, porozmawiać, powspominać,
pogadać o głupotach. To odskocznia od rzeczywistości
i szarości.

Jeśli psuje się relacja z bliskimi, pomyśl o nici sympatii. Zacznij
od siebie, poczuj ją do siebie, ponieważ kiedy ona Cię
wypełni, przeleje się na otoczenie. Będziesz ludzi zarażał
swoim światłem, będziesz rozweselał, pocieszał, wlewał w ich
życie nie nerwy, stres czy poniżenie, a miłość w najczystszej
postaci.

Kiedy popsują się relacje, nie da się ich odbudować bez zaangażowania
sympatii ani utrzymać rozsądnego, zadowalającego
poziomu, gdy będziesz wyrzucał z siebie jad w stronę
niewinnych ludzi. Non stop budujmy konto emocjonalne.
Malutkie akty bezinteresowności. Może kiedyś okaże się, że
znów cieszymy się z tego, że ten ktoś jest blisko nas… Może
naprawdę nie umiemy docenić tego, co mamy?

Warto uświadomić sobie, że ludzie, którzy mało się poznali,
a muszą już być partnerami, mają ciężki start. Tak się dzieje
przy nieplanowanej ciąży. Osoby te nawet nie zdążyły się polubić,
nie zdążyły naładować swych kont emocjonalnych, a już
zakładają rodzinę. Czeka je trudna droga — bardzo ciężko jest
przetrwać w takim związku, bo ludzie mało się poznali. Tylko
dobra wola i wzajemna życzliwość dają szansę wytworzenia
więzi, które utrzymają tych ludzi razem. Oczywiście zależy to
wszystko od ich dojrzałości. Jeśli się chce, to można wszystko.
W tej sekundzie mogę postanowić, że już nigdy nie będę
bezmyślnym osłem, który nie docenia pracy partnera, wkładu
emocjonalnego czy zaangażowania.
Bez sympatii nie będzie rodzinnej atmosfery, bezinteresowności,
wzajemnej życzliwości, pomocy i serdeczności. Stan
lubienia powinniśmy jak najczęściej odnawiać, cały czas pilnować
naszego konta, bo wystarczy debet i może się zerwać
więź, nasz partner będzie postrzegany wręcz jako intruz, co
grozi obojętnością, a później nienawiścią.